11 July 2010

Wycieczkowo...

Jak pięknie wiało wczoraj. Wieczorową porą, wracając z zakupów wyskoczyliśmy nad zatokę – tym razem z tej drugiej strony. Whiteabbey, Greyabbey, Newtownab... I inne “abbey'e”. Wiało fantastycznie – wiatr łeb urywał, przypływ szumiał i spieniał się na kamieniach, jaskółki śmigały pod nogami, a deszcz... chwilami/miejscami padał. Czyli dzień (czy też może wieczór) jak codzień (cowieczór?).
Nic to – cudnie było. Nad ranem wiatr się wzmógł, komin usiłował wystartować w przestrzeń kosmiczną, a dom chwiał się w posadach.
No więc.. Pierwsza myśl taka, ,żeby zapudełkować kanapeczki i inne takie i udać się w to wczorajsze miejsce. Ale łamkomstwo zwyciężyło i śniadanie zostało pożarte w domu. Potem L-ki na Zośkę i w drogę.
I wcale nie tak daleko, ale skutecznie wciśniętę pomiędzy autostradę a zatokę – całkiem urokliwe miejsce się znalazło. W dodatku z jakimś magicznym wjazdem z ronda kończącego autostradę. Ubrani odpowiednio w kalosze, kurtki, szaliki i zaopatrzeni w inne przeciwwiatrowo/przeciwdeszczowe utensylia wyskoczyliśmy nad wodę...Znaczy drogę. Dróżkę. Scieżkę znaczy.
A ścieżka ciągnie się nieskończenie w obie strony.




Ludzi zaskakująco mało – ale widocznie za wcześnie jeszcze. Pogoda spłatała psikusa i słońce wylazło i grzać zaczęło całkiem przyzwoicie. Tylko psom, spławianym za piłką przez właścicieli było dobrze.




Trawa kusiła, żeby się na niej rozłożyć...


A tutejszym zwyczajem co drugie drzewo ostrzega przed skutkami spożywania alkoholu miejscu publicznym (do 500gbp kary).


Kawałek dalej bagienko urokliwe (i zakratowane odpowiednio, żeby co mniej myślące jednostki się nie potopiły)


A tuż za bagnem – domeczki.
O żesz ty w życiu! Ja też chcę taki!
Tylko nie wiem czy taki z “bardziej widokiem”

(no bo jak tu po prawdzie na golasa do kuchni po kanapeczkę nocną wyskoczyć).

Czy też może taki bardziej schowany..?

No sama nie wiem :)))

Jeszcze szybki rzut oka na stocznię (w której zbudowali Titanica – też się mają czym chwalić, nie?)...

…i jedziemy dalej.

A dalej jest góra, na którą można wjechać (mijając łąki i ugory), a z której widać miasto B. w całej okazałości.


W oddali majaczy się pasmo Mourne'ów.


A rzut oka w lewo to Carrickfergus i okolice.


Uff.. Się nakręciłam trochę tym kółkiem.
Czas zrobić żurek, by się wzmocnić nieco – przed poszukiwaniami miejsc na jutro.
Albo kiedyś tam..

P.S. A teraz to cholerne słońce całkiem już świeci bez jednej chmurki.

No comments: